Przed rejsem

Przed rejsem

Spisane poniżej kompendium wiedzy, którą warto posiąść przed pierwszym rejsem łososiowym, jest skrótem mojego tekstu opublikowanego w listopadowym numerze Wędkarskiego Świata. Zawiera też informacje, których w tym tekście nie było. Proszę je uważnie przeczytać, gdyż od zastosowania się do poniższych wskazówek w dużej mierze zależeć będzie Państwa zadowolenie z wyprawy.

Marek Szymański

Łódź Atlantic 660 będąca do Państwa dyspozycji  oferuje duży komfort, z ogrzewaną kabiną, w której można przetrwać trudne chwile i schować się podczas płynięcia na łowisko. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że od listopada do maja na morzu zawsze warunki są nieporównywalnie trudniejsze od tych na śródlądziu. Ostateczna decyzja o wypłynięciu zapada zwykle wieczorem w przeddzień wyprawy, gdyż o tej porze roku tylko krótkoterminowe prognozy są miarodajne. Pływamy przy wietrze maksymalnie 6 - 7 m/s czyli przy stanie morza 3B. Przy silniejszym wietrze wzrasta ryzyko wypadku na morzu, wszystko się plącze i urywa, a łowienie staje się szkołą przetrwania.

Uciec przed chorobą

Wędkarze z ostrą chorobą morską powinni bardzo poważnie rozważyć swój udział w rejsie łososiowym, jeśli nie chcą go zapamiętać jako najgorszy dzień życia. Wędkarze bardziej odporni, ale ze skłonnościami do choroby, obowiązkowo powinni zażyć na pół godziny przed rejsem aviomarin, a w przeddzień rejsu i rano przed wypłynięciem zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu alkoholu i zbyt sutych posiłków. Planując łososiową wyprawę warto przyjechać na miejsce dzień wcześniej, by wejść na pokład wyspanym i wypoczętym. Choć nasza jednostka dysponuje tratwą ratunkową i kamizelkami ratunkowymi, każdy uczestnik powinien mieć na sobie kombinezon wypornościowy. Najlepiej dwuczęściowy, gdyż podczas majowej lampy i flauty, nie ma sensu kisić się w pełnym kombinezonie, lecz i wówczas trzeba być przygotowanym na nagłe załamanie pogody. Pod kombinezonem przyda się bielizna termiczna i polar. Gdy ryby biorą, zwłaszcza seryjnie, łowienie wiąże się ze sporym wysiłkiem i ciągłym ruchem. W nieprzewiewnej lub bawełnianej odzieży szybko się w takich warunkach ugotujemy. Ważne są buty. Mogą być krótkie, ale wodoodporne i odporne na zabrudzenia. Na pokładzie często jest woda i krew z łososi, która – jeśli buty nie są wodoodporne i łatwo zmywalne – daje o sobie znać po kilku dniach. Znakomite są kalosze z pianki Eva – łatwe do umycia, a miękka podeszwa takich butów dobrze trzyma się pokładu i jest cicha. Niedopuszczalne są metalowe elementyu w podeszwie butów.

Gdy wejdziemy na pokład

Po wejściu na pokład skipper informuje Państwai, jak się zachować w razie wypadku, jakim może być chociażby nagła choroba skippera, objaśnia, który przycisk w radio wcisnąć, żeby przywołać pomoc, gdzie jest radiopława, kamizelki i jak odpalić tratwę. Po tej procedurze pozostają już same przyjemne rzeczy. Płyniemy na łowisko i na znak dany przez skippera, pod jego bacznym okiem i zgodnie z jego instrukcjami wystawiamy zestawy. Jeśli wśród załogi jest ktoś, kto już łowił łososie, to pomaga skipperowi w bardziej skomplikowanych czynnościach, takich jak obsługa wind czy montowanie zestawów. Pozostali pełnią funkcje pomocnicze, przy czym przy 12 dozwolonych zestawach każdy ma co robić. Gdy nic nie bierze przez dłuższy czas, nie marudzimy, by nie rozjuszyć skippera. Ma on swój plan poprzedzony analizą tego, co działo się w ostatnich dniach, obserwacją pływów, rozkładem temperatur, wiatrów itp. To wszystko jest jeszcze konsultowane z innymi skipperami, gdyż współpraca jednostek komercyjnych jest normą służącą wszystkim. Nawet jeśli przez wiele godzin nic się nie dzieje, pozwólmy skipperowi realizować jego plan, choć oczywiście jest on często modyfikowany doniesieniami z innych jednostek i brakiem skuteczności wystawionego systemu. Dotyczy to zwłaszcza głębokości, na jakiej chodzą skuteczne danego dnia zestawy, kolorów flasherów, długości przyponów, sposobów zbrojenia rybki, prędkości łodzi i pozostałych wielu szczegółów, które decydują o sukcesie. Jeśli załoga nie ma łososiowego doświadczenia, to skipper rządzi na pokładzie niepodzielnie, jeśli zaś na łódkę wchodzi zgrana ekipa, która już niejednego łososia złowiła, to możemy się umówić w ten sposób, że  część załogi decyduje o zestawach na jednej burcie, druga część na drugiej, a skipper pełni funkcję doradczą i ogarnia wszystkie sprawy związane z bezpieczną żeglugą. Wielogodzinne czekanie na branie jest łatwiejsze do zniesienia, gdy wiemy, na co czekamy. Często jest tak, że po kilku godzinach bezrybia w jednej sekundzie po wpłynięciu w stado żerujących łososi zaczyna grać kilka multiplikatorów na łodzi. Czasem zdarza się to już pod koniec dnia podczas zwijania zestawów. Trzeba mieć zaufanie do skippera. Udana wyprawa to dla nas nie tylko sukces finansowy gdyż zadowoleni goście zwykle wracają na kolejną wyprawę, ale także sprawa czysto wędkarskiej ambicji, więc zrobimy wszystko co się da by wrócić z wyprawy z łososiami.  Trzeba też przyjąć za rzecz normalną, że nie zawsze się to udaje, gdyż na otwartym morzu można łatwo minąć się z łososiami lub przegapić jakiś szczegół, który akurat tego dnia pasuje tym chimerycznym rybom. Nawet jeśli trafimy na łososie, to musimy wiedzieć, że nie zawsze biorą jak wściekłe. Czasem trzeba naprawdę się napracować, by je zmusić do brania. 

Nie dotykać gwiazdki

Zawsze tłumaczymy załodze wszystkie kolejne czynności wykonywane na pokładzie i warto słuchać tego, co mówimy, gdyż procentuje to na przyszłość, a poza tym wyszkolona załoga i dzięki temu czynnie uczestnicząca w pracach łatwiej ogarnie Armagedon przy seryjnym braniu i stopniowo zaczyna robić wszystko świadomie i ze zrozumieniem, co przekłada się na większą satysfakcję ze złowionej ryby i z samego łowienia. Oprócz tego, co trzeba zrobić, załoga musi wiedzieć, czego nie należy robić.  System łososiowy opiera się na wędziskach z multiplikatorem, czyli sprzętem, z którym większość wędkarzy rozpoczynających przygodę z trollingiem ma styczność po raz pierwszy. Podstawową zasadą jest, by nie dotykać gwiazdki, czyli pokrętła regulującego siłę hamulca. Lepiej regulację hamulca pozostawić skipperowi, który zna możliwości sprzętu i wie, co może się wydarzyć podczas holu łososia. Newralgicznym momentem jest podbieranie, w którym uczestniczą dwie osoby. Gdy tylko ryba znajdzie się przy burcie, powinna być podebrana. Brak zdecydowania w tym momencie skutkuje tym, że łosoś po zorientowaniu się, że goście w łódce niekoniecznie są jego przyjaciółmi, dostaje szału. Często wówczas dochodzi do wypięcia ryby lub wplątania w linki wind, z żałosnym zwykle finałem. Częstym błędem holującego jest chęć zobaczenia momentu podbierania ryby. Tymczasem musi on opanować ten odruch i cofnąć się w głąb pokładu, po czym na komendę daną przez skippera lub podbierającego powinien wykonać zdecydowany ruch wędziskiem do tyłu, wprowadzając łososia do podbieraka. Należy wykazać szczególną ostrożność przy rozstawianiu i obsłudze planerów i wind. Na naszej łodzi nie używamy planerów, które  przewracając się na fali odchodzą od łódki z taką siłą, że mogą urwać palec lub wyciągnąć wędkarza z łódki, ale podobnie niebezpieczne są wszelkie operacje przy klarowaniu zaplątanej linki od windy, co też się czasem zdarza. Nie należy lekceważyć tych zagrożeń i mieć oczy otwarte, a przede wszystkim słuchać skippera. Dużym nietaktem gościa jest namawianie skippera, by na chwilę „stanął na dorszyka”. Skutkiem jest w najlepszym razie zamknięcie się w sobie skippera na dłuższy czas lub przeciwnie – dość gwałtowny i uzasadniony sprzeciw. Często jest bowiem tak, że złowienie choćby jednego łososia wymaga wykrzesania maksimum możliwości i z łódki, i ze skippera. Jakiekolwiek rozdrabnianie się znacząco zmniejsza szanse na udany połów, tym bardziej że nie da się „stanąć na dorszyka” bez zwinięcia wszystkich 12 zestawów.

Smaczny dodatek

Łowienie łososi to nie tylko relaks, przygoda i frajda z samego łowienia, ale również możliwość zabrania wartościowej ryby do domu. Na naszej łodzi kolejność holowania jest losowana, przy czym skipper nie holuje ryb, natomiast najbardziej bezpieczny jest sprawiedliwy podział ryb łowionych do wspólnego koszyka. Inny system polega na tym, że każdy zabiera wyholowane przez siebie ryby, przy czym skipper zwykle ma możliwość zabrania łososia dopiero wówczas, gdy wszyscy uczestnicy rejsu złowią po jednej rybie. Ten system jest mniej bezpieczny, gdyż nie zawsze ryb starcza na obdzielenie wszystkich członków załogi. W wypadku gdy jeden gość czarteruje całą łódkę, płacąc pełną kwotę za rejs - ma prawo zabrać wszystkie złowione ryby czyli maksymalnie cztery szt. gdyż limit na osobę wynosi 2 sztuki. Gdy gości jest dwóch lub więcej skipper ma prawo do zabrania swojego kompletu w wypadku gdy goście złowią po dwie ryby i jednej ryby gdy goście również złowią po minimum 1 rybie. Łososiowy rejs trwa 10 godzin. Wyjątkiem jest zła prognoza lub gwałtowne załamanie pogody. Wszelkie naciski na skippera w tym wypadku nie są mile widziane, a przede wszystkim są nieskuteczne. Skipper wcześniej kończy łowienie również w sytuacji, gdy na pokładzie leży komplet zabranych ryb, czyli po dwie ryby na osobę, przy czym to załoga decyduje o tym, czy wypuszcza ostatnią rybę brakującą do kompletu i łowi dalej, czy ją zabiera, dając tym samym skipperowi sygnał do zakończenia łowienia.

Łososiowa wyprawa, nawet gdy ryby słabo współpracują, jest fantastyczną zabawą. Zapach zimowego morza i samo polowanie na króla Bałtyku jest wystarczającym magnesem ściągającym łososiowców nad Zatokę. A jeśli trafi się nam fajna ryba, mamy dużą szansę zachorować na srebrną chorobę .